Perypetie z nowym laptopem Lenovo G50

Kategoria: Oprogramowanie Data publikacji: 4 komentarze

Od kilkunastu dni mam nowego laptopa firmy Lenovo, model G50. Jest to prosty sprzęt z niższej, tańszej półki – więcej mi nie potrzeba. Posiada on procesor Intel Celeron, 4 GB pamięci i dysk twardy o pojemności 500 GB. Miał on zainstalowany fabrycznie system Windows 8 „łyf Bing”. Jako że jestem bardziej wymagającym od komputera użytkownikiem (głównie w kwestii oprogramowania, nie sprzętu) przed rozpoczęciem regularnego korzystania z laptopa musiałem dokonać pewnych zmian.

W tym wpisie chciałbym opisać wam moje perypetie z laptopem Lenovo G50. Być może pomogę swoim postem innym osobom z laptopami Lenovo, które napotkają problemy podobne do moich. ;->

Wyzwanie 1.: doprowadzenie systemu Windows do  używalnego stanu

Jak w większości laptopów preinstalowany system operacyjny Windows wzbogacony był nie tylko sterownikami, ale też jakże-niezbędnym-ogromnie-przydatnie-użytecznym oprogramowaniem. Kupa dziadostwa w postaci kilku aplikacji multimedialnych CyberLinka przykrytych pod logo Lenovo, programów do robienia kopii zapasowych czy oprogramowanie reklamowo-sprzegowskie wyleciało z komputera zaraz po pierwszym uruchomieniu.
Z partycji ubyło ponad 5 GB. Co prawda przez przypadek odinstalowałem przy okazji jakiś sterownik, przez co menadżer urządzeń Windows krzyczy, ale sam nie wiem, do czego on był, bo nic nie przestało działać. ;) Co ja się tam będę przejmował…

A jak już jesteśmy przy sterownikach. Muszę tutaj skierować dużą pochwałę do firmy Lenovo bowiem na dysku istniała fabrycznie stworzona partycja zawierająca wszystkie sterowniki do komponentów urządzenia. W razie reinstalacji systemu wystarczyłoby z niej skorzystać. Duży plus!

Wyzwanie 2.: jak tu, kurna, wejść do BIOS-u?

Laptop, który nabyłem posiada następcę BIOS-u, czyli UEFI. Na moje szczęście program umożliwiający zmianę niskopoziomowej konfiguracji (nazwany „BIOS Setup”) ma wygląd i sposób obsługi dokładnie taki sam jak stary dobry BIOS Setup. Nie lubię zbędnego efekciarstwa, jakiego dostarczają nam producenci płyt głownych z UEFI.

Problem miałem jednak z samym uruchomieniem BIOS Setup (przypominam, że laptop ma UEFI, BIOS Setup to tylko nazwa). Przy starcie komputera widziałem wyłącznie logo producenta, nie było żadnego komunikatu o kombinacji klawiszowej uruchamiającej program konfiguracyjny. Okazało się, że taka kombinacja istnieje, ale znacznie łatwiejszym sposobem jest użycie dedykowanego przycisku.
Tak, owy laptop posiada dwa przyciski do uruchamiania. Pierwszy, większy – do zwykłego startu. Drugi – do uruchomienia ekranu wyboru BIOS Setup, przywracania Windowsa, menu rozruchu.

Wyzwanie 3.: zainstalowanie Manjaro

Manjaro to dystrybucja Linuksa oparta o Arch Linuksa skierowana do zaawansowanych i początkujących. Wybrałem ją, bo lubię korzystać z najnowszego oprogramowania, nawet czasem kosztem stabilności (choć oczywiście bez przesady), czego nie oferowały mi dystrybucje oparte na Ubuntu czy Debianie.

Starannie przygotowałem nośnik instalacyjny – pendrive – pod instalację zgodną z UEFI oraz skonfigurowałem laptopa zgodnie z instrukcją – wyłączyłem funkcję Secure Boot. Początkowo nie byłem w stanie uruchomić instalatora. Po wybraniu odpowiedniej opcji z menu instalatora Manjaro, zamiast systemu live ukazywało mi się narzędzie Hash Tool, którego za bardzo nie rozumiałem. Drogą dedukcji doszedłem do tego, iż trzeba było wskazać plik „manjaro.efi” zawierający prawdopodobnie jakiś klucz związany z funkcją Secure Boot, którą przecież przed chwilą wyłączyłem.

Gdy już udało mi się uruchomić system, sama instalacja przebiegała zupełnie sprawnie. Właściwie wskazałem partycje systemową i EFI (podziału dokonałem już wcześniej, bo nigdy nie ufam automatycznym narzędziom instalatorów) i wprowadziłem podstawowe ustawienia. Po zakończeniu procesu instalacji w menu rozruchu UEFI pojawiła się nowa pozycja, lecz niestety jej wskazanie… kończyło się uruchomieniem Windowsa.

Manjaro instalowałem kilkanaście razy z różnych pendrive’ów, raz w wersji na UEFI, raz w wersji na BIOS (włączając opcję Legacy BIOS w „BIOS Setup”) – nic nie skutkowało. Uznałem, że bootloader Manjaro nie zadziała z UEFI mojego laptopa.
W takiej sytuacji zgodnie z poradnikiem na wiki Manjaro próbowałem zainstalować niezależny program rozruchowy rEFIND. Zabawy na partycji EFI kończyły się tym, że albo startował Windows, albo uruchamiał się Windows, ewentualnie (gdy już na chama wywaliłem bootloader Microsoftu) uruchamiał się program odzyskiwania Windows.
Swoją drogą tak na marginesie: warto zauważyć, że odzyskiwanie Windowsa jest zaszyte głęboko w sprzęcie, w samym EFI, co świadczy, moim zdaniem, o faworyzowaniu systemu Microsoftu.

Po trzydniowej walce z laptopem i wielu godzinach spędzonych na ciągłym instalowaniu  na różne sposoby i tak niestartującego systemu, myślałem, że będę musiał się poddać. Szperając w Internecie trafiłem jednak na wpis posiadacza identycznego laptopa, któremu udało się bezproblemowo zainstalować dystrybucje Netrunner i Ubuntu.
Pomyślałem: a co tam, spróbuję. Instalacja Ubuntu przebiegła poprawnie. Jednak to nie było najważniejsze. Okazało się, zgodnie z moimi podejrzeniami, że instalator Ubuntu wykrył na sąsiadującej partycji Manjaro i dołączył go do listy rozruchu GRUB-a. Dzięki zainstalowaniu Ubuntu jestem w stanie uruchomić Manjaro. Nie jest to sposób, o którym marzyłem, ale działa… ;-)

Wyzwanie 4.: dostęp do Internetu przez Wi-Fi

Na żadnej z dwóch dystrybucji Linuksa Internet nie działał bezprzewodowo. Kablowo zazwyczaj działało, choć i ta metoda czasami miała swoje fochy. Byłem zdruzgotany. Po czterodniowej walce z laptopem nadal nie mogłem cieszyć się działającym sprzętem.

Popełniłem błąd. Zacząłem naprawę problemu od dupy strony. Próbowałem zmieniać i reinstalować sterowniki, grzebać w systemie, psując go i zmuszając się nawet do reinstalacji całej machiny. Straciłem przez to kilka godzin…

Gdy poddałem się i skorzystałem z wyszukiwarki, sprawa się wyjaśniła. W obydwu systemach sterownik do Wi-Fi był zainstalowany, jednak błąd w zupełnie innym sterowniku od Lenovo powodował niepoprawne działanie sieci bezprzewodowej, co NetworkManager interpretował jako wyłączenie sieci przez przełącznik sprzętowy.

Aby rozwiązać problem wystarczyło w terminalu wydać z uprawnieniami roota polecenie rmmod ideapad_laptop. Rozwiązanie to działało do wyłączenia komputera. Napisałem więc pierwszy w życiu skrypt bash, który uruchamiał to polecenie w odpowiednich okolicznościach przy starcie ekranu logowania.
Potem przypadkiem znalazłem bardziej profesjonalne rozwiązanie problemu, blokujące uruchamianie wadliwego komponentu przy starcie systemu.

Podsumowanie

Sam laptop, jego parametry sprzętowe i fizyczne podobają mi się. Laptop prawie w ogóle się nie grzeje, jest cichutki; do tego bardzo lekki i estetyczny. Jednakże nie spodziewałem się, że będę potrzebował prawie tygodnia na doprowadzenie go do porządku.

Właściwie jedynym denerwującym elementem, prócz brzydkich nalepek na obudowie, jest… zbyt krótki prawy shift na klawiaturze. Zauważyłem, że to dość częsta obecnie przypadłość laptopów, dla mnie bardzo bolesna. ;)

Laptopa polecam, mam nadzieję, że mój wpis będzie przydatny.

Aktualizacja z sierpnia 2016 roku: problemy związane z połączeniem sieciowym oraz z niemożnością uruchamiania bootloadera ustąpiły. Kilka dni temu reinstalowałem Manjaro – w nowej wersji systemu wadliwy sterownik nie blokuje dostępu do sieci w moim laptopie, a bootloader jest już uruchamiany przez UEFI (co prawda przy wyłączonym Secure Boot, ale po ostatniej wpadce Microsoftu to i tak żadna strata). ;)

Komentarze (4)

  1. mqdesu

    Wpis jakże cenny – przynajmniej dla mnie. Ja sama posiadam też tej firmy laptopa od roku, ale G510 (i7 Intel, HDD 1 TB, 8 GB RAM). I podobnie, jak Ty pozbyłam się crapware’a z Windowsa 8.1 (preinstalowany) za pomocą programu PC Decrapifier albo też Geek uninstaller.

    Również próbowałam zainstalować na nim różnej maści Linuksy – przeważnie się udawało, wystarczyło zmienić opcje UEFI w BIOSie, o czym też wspominasz we swoim wpisie. Jednak do dziś nie udało mi się załapać Wi-Fi pod Debianem. Działa jedynie na Xubuntu/Deepinie, ale jak już aktualizuje się kernela do najnowszej wersji to niestety po restarcie systemu wywala Wi-Fi :/ Może mógłbyś się na forum publicznym podzielić swoim skryptem? Chętnie bym chciała wiedzieć, jak pod Debianem albo inną dystrybucją złapać Wi-Fi. Dla mnie akurat Debian jest najwygodniejszy w obsłudze. P.S. Co się stało, że zacząłeś używać Manjaro? Zawsze wolałeś Windowsa :)

    Co do sterowników, bez problemu idzie je pobrać ze strony producenta, jak również aktualizować programem Driver Pack Solution => http://drp.su

    Ja aktualnie z lenistwa dokonałam legalnej aktualizacji do Windows 10. Na razie nie mam czasu, ani chęci na zabawy z GNU/Linuksem i tym felernym Wi-Fi. Podejrzewam, że nikt nie napisał jeszcze sterownika karty sieciowej Lenovo pod Linuksy, stąd te problemy.

  2. mqdesu

    P.S. U mnie na starcie komputera pokazuje się, którym klawiszem uruchomić BIOSa. Fn + F

  3. Tomasz Gąsior

    Problem z Wifi NIE JEST W STEROWNIKU do Wifi. (!!!)
    Inny sterownik od Lenovo, sam nie wiem od czego, blokuje dostęp do Wifi. Wystarczy go wyłączyć (wyłączyć ten moduł jądra), aby Wifi odżyło!
    Proszę zainstalować Debiana na swoim laptopie i sprawdzić, czy na Debianie z niedziałającym Wifi poniższe polecenia odblokowują je.

    sudo su
    rmmod ideapad_laptop
    rfkill unblock all

Dodaj komentarz